MARYJA!

Życie pod okupacją. 1940 r.
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

Życie pod okupacją. 1940 r.

We wrześniu 1939 r. w Niepokalanowie zadomowiły się niemieckie oddziały wojskowe. Mimo to, pod koniec września niektórzy bracia zaczęli wracać do Niepokalanowa. Widok klasztoru, który zastali bracia, był opłakany. Wszędzie był bałagan, porozbijane figurki Niepokalanej oraz porozrzucane dokumenty leżały w każdym zakątku klasztoru. W klasztorze brakowało wszystkiego. Wielu braci traciło ufność w Bożą Opatrzność. Mimo wszystko, w tym okresie mocno zaczęła rozwijać się działalność rzemieślnicza, która dawała minimalne środki na utrzymanie klasztoru. Zaprowadzono adorację Najśw. Sakramentu oraz przywrócono życie wspólnotowe.

Po aresztowaniu braci wraz z Ojcem Maksymilianem przełożonym Niepokalanowa został o. Urban Cieślik. Inny, o. Antonin Bojewski, przebywał w tym czasie w "domu zdrowia" - w Niepokalanowie Lasku. Okupanci, widząc powracających zakonników, zakazali ich przyjmować. Jednak niektórzy bracia przeskakiwali przez ogrodzenie i jak tą drogą dostali się do klasztoru, to nikt ich już stąd nie wypędzał. W ten sposób, mimo zakazu władz niemieckich, w klasztorze przybywało zakonników. Gdy do klasztoru powrócił br. Czesław Półtoraczek, znający doskonale język niemiecki, zaczął być łącznikiem. Niemcy tak bardzo mu zaufali, że nawet powierzyli mu pełnić funkcję negocjatora.

Pod koniec października Niemcy polecili przełożonemu o. Urbanowi uruchomienie drukarni. Ten, nie chcąc się na to zgodzić, by nie posądzono klasztoru o kolaborację z okupantem, wykręciił się tym, że bracia drukarze zostali wywiezieni do obozu - i przy okazji poprosił o zwolnienie braci. Niemcy odmówili i w odwecie za niewykonanie zadania zaczęli wywozić niektóre maszyny drukarskie. Pomimo niebezpieczeństwa śmierci, niektórzy bracia (np. br. Abel, br. Bonifacy), starali się ukryć cenniejsze sprzęty. Niemiecki okupant wywiózł z klasztoru najnowszą maszynę drukarską, która tak naprawdę nigdy nie zaczęła drukować. Została zakupiona tuż przed wybuchem wojny i była... nie bagatela, czterokolorowa. To na nią pokusili się Niemcy. Inne maszyny, starsze, zostawili. Wywiózł je inny okupant już po zakończeniu wojny, ale to już inna historia.

Ojciec Maksymilian do klasztoru powrócił dopiero 10 grudnia 1939 r., gdyż ówczesny przełożony polecił mu pozostać w warszawskim klasztorze celem omówienia przyszłości klasztoru w Niepokalanowie. Prowincjał zastanawiał się nawet nad zamknięciem klasztoru. Nie wiemy o czym rozmawiał z prowincjałem i jakich argumentów użył Ojciec Maksymilian, ale jedno jest pewne, po powrocie z internowania rozpoczął przebudowę działalności klasztoru i zadbał o zakonnego ducha. Zaczął nawet, mimo zakazu władz niemieckich, przyjmować powracających z tułaczki wojennej braci. Bracia wspominają o wielkiej ufności w pomoc i opiekę Niepokalanej. Do tej ufności zachęcał Ojciec Kolbe wszystkich, którzy w tamtym okresie żyli w grodzie Niepokalanej.

Ogromnym pragnieniem Świętego było wznowienie działalności wydawniczej. Zaraz po powrocie z obozów napisał do starostwa w Sochaczewie prośbę o pozwolenie na wydawanie "Rycerza Niepokalanej". Jak pisał: "Celem jego będzie jedynie szerzenie czci i miłości ku Niepokalanej". Starostwo skierowało tę prośbę do Urzędu Informacji i Propagandy w Warszawie. Sprawy w urzędach niemieckich załatwiali głównie bracia, ale sam Ojciec Maksymilian, jeśli była taka konieczność, także jeździł, by uzyskać odpowiednie zgody. Ostatecznie, 20 stycznia 1940 r. władze okupacyjne wydały jednorazową zgodę na wydanie "Rycerza Niepokalanej". Mimo pozwolenia, maszyny drukarskie w Niepokalanowie pozostały opieczętowane, gdyż plomb - bez zgody odpowiednich władz - nie można było zdjąć. Ostatecznie Ojciec Maksymilian i br. Cyprian udali się do siedziby Gestapo w Warszawie. Zostali grzecznie przyjęci, ale Gestapo zarekwirowało pozwolenie na druk. Wreszcie sprawę przekazano do Krakowa, do Generalnego Gubernatora. Stamtąd 27 lutego przyszła odmowa. Starań jednak nie zaprzestano i nadal pukano do różnych drzwi, by otrzymać odpowiednie pozwolenie.


Już 12 grudnia 1939 r., czyli trzy dni po powrocie braci z obozów, do Zagrody Niepokalanej dotarł pierwszy transport wysiedlonych z Pomorza, głównie Żydów i Polaków w liczbie około 1500 osób. W dniu następnym przybyło jeszcze około 2 tys. Ludzi. Ojciec Maksymilian, widząc że nikt nie zajmuje się tymi osobami, zlecił braciom opiekę. I tak Niepokalanów zamienił się w wielki ośrodek pomocy. Ale to już kolejna ciekawa historia ludzkich losów.

Oprac. Teresa M. Michałek

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA