MARYJA!

Tułaczy los - obóz w Amtitz
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

Tułaczy los - obóz w Amtitz

Ciężkie to były dni i przedziwnie już w pierwszych dniach II wojny światowej 1939 r. los splótł Maksymiliana i Gajowniczka. Nie znali się, jednak pierwszą noc tułaczki Maksymilian i współbracia spędzają w Rawie Mazowieckiej, stłoczeni w kościele pasjonistów.

W Rawie Mazowieckiej mieszka Franciszek Gajowniczek z żoną i dwoma synami. Rawę Mazowiecką bracia wspominają dobrze. Pobyt w kościele dodał im otuchy, a mieszkańcy zatroszczyli się o potrzebujących, podając im przez niemieckich żołnierzy żywność.

W kronice br. Nazariusza Słoty czytamy: "Rano po wstaniu stan kościoła był poniżej krytyki. Na noc drzwi zostały zamknięte i nikt nie był wypuszczany. Ścisk był duży. Chór kościoła wyglądał jak gnojowisko, a między tym wszystkim leżeli stłoczeni ludzie. Około dziewiątej nasze karmicielki dostarczyły nam zupy zacierkowej na śniadanie. Przed obiadem zwolniono kleryka Kim Ludwika, jako obywatela narodu sprzymierzonego - Japończyka. Około godziny 12.45 zajechały przed kościół samochody i kazano nam wsiadać. Ruszono w kierunku Częstochowy. Z chwilą naszego wyjazdu zaczął padać deszcz (...). Około godz. 16-tej wjechaliśmy do duchowej stolicy Polski - Częstochowy. Zatrzymaliśmy się na Alei Najśw. Marii Panny. Gdy ludzie dowiedzieli się, że w samochodzie są zakonnicy z Niepokalanowa, zaczęli podawać nam żywność. (...) Kazano nam wsiąść do wagonów towarowych (...). Jadąc całą noc w zaryglowanych wagonach (...) 21 września (...) na niedużej stacji Lamsdorf (...) kazano nam wysiąść". W tym miejscu zakonnicy spędzili tylko dwa dni. 24 września zostali przetransportowani do Amtitz (obecnie Gębice).

Ze wspomnień braci znamy wiele szczegółów z tego okresu, jak choćby to, że pierwszym posiłkiem była kapusta z mięsem i ziemniaki.

Po przybyciu do obozu pozwolono braciom wybrać sobie dogodną część namiotu. Kilka razy sfotografowano ich - jak mówiono - do katolickiej prasy.

Warunki w obozie były o wiele lepsze niż w czasie transportu. Na początku nawet posiłki były dobre. Br. Teofil Zimnoch wspomina, że obiad drugiego dnia stanowiła "gęsta zupa z kaszy, makaronu, ziemniaków i kawałki mięsa". Dalej pisze: "Dzięki Niepokalanej wszyscy czujemy się tu dobrze. Tylko bez pracy trochę nudzi się".

We wspomnieniach czytamy nawet wzmiankę o tym, że Ojciec Maksymilian skarcił grupę polskich więźniów, którzy przeklinali. Innym razem podarował więźniowi jabłko, o które w obozie było trudno, i poprosił, by zaprzestał wymawiać sprośnych wyrazów. Zachowało się zdjęcie braci z komendantem obozu i figurką Niepokalanej. Figurkę zaczął lepić br. Teofil już 11 października. Od tego też dnia zmniejszono racje żywnościowe. Bracia otrzymywali wiele pocieszających informacji, choć - jak się później okazało - nieprawdziwych. Była to wiadomość o zwolnieniu ich z obozu oraz fakt zajęcia przez wojska francuskie Frankfurtu.

Od października bracia prowadzili o godz. 5 po południu wspólny Różaniec. Do ich namiotu przychodziło wiele osób. Zwykle modlitwę prowadził o. Pius Bartosik lub 72-letni ks. proboszcz z parafii Koziegłowy.

17 października Ojciec Maksymilian wygłosił konferencję o założeniu i duchu Rycerstwa Niepokalanej. Od tego dnia Ojciec Kolbe regularnie wygłaszał pogadanki do braci. Opowiadał o Niepokalanej, o możliwości rozwoju "Rycerza" polskiego, niemieckiego i rosyjskiego, które to dawał ówczesny nowy podział Polski. Mówił także o misji braci w Amtitz.

24 października więźniowie zostali zaszczepieni przeciw ospie i tyfusowi. Następnego dnia, po wielu dniach, mogli się wykąpać. Te chwile napełniały ich radością i nadzieją na szybki powrót do klasztoru. Jednak, jak się okazało, na to trzeba było jeszcze długo czekać.

Warunki obozowe były złe, tym bardziej że na zewnątrz było coraz zimniej. Obóz został zbudowany na polu, więc teren był wilgotny i podmokły. Nie było żadnego ogrzewania. Przy życiu utrzymywała wszystkich nadzieja zwolnienia z obozu. W wigilię imienin Ojca Maksymiliana, 11 października, gdy wszyscy poszli spać, bracia urządzili wieczorek imieninowy, na które złożyły się: "śpiew Plurimus annus, życzenia Ojca Piusa, życzenia kleryków gości i życzenia braci. Na koniec zaśpiewano Anielskie Twe wejrzenie" - czytamy w kronikach.

20 października wszyscy więźniowie otrzymali gotowe kartki do wysłania do rodzin. Ojciec Maksymilian kartkę zaadresował na adres o. generała.

Głód i zimno osłabiały więźniów. W obozie coraz więcej ludzi umierało. Na początku listopada bracia otrzymali radosna nowinę o tym, że następnego dnia wyjeżdżają z obozu. Wszyscy byli przekonani o zwolnieniu. Jednak prawda była nieco inna. Tak kończył się pierwszy etap tułaczki.

c.d.n.

opr. Teresa M. Michałek

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA