MARYJA!

Niepokalane Poczęcie 1939. Powrót do domu
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

Niepokalane Poczęcie 1939. Powrót do domu

1939 r. Pobyt braci w obozie w Ostrzeszowie przeciągał się. Mimo ciągłych obietnic ze strony Niemców o rychłym zwolnieniu z obozu, bracia nie wiedzieli, kiedy to nastanie.

Miejscowe pobożne kobiety, gdy dowiedziały się, że franciszkanie z Niepokalanowa nie mają na zmianę bielizny, postarały się o czystą odzież dla każdego zakonnika. To było wytchnienie dla ciała, gdyż w ten sposób wszy tak nie gryzły.

6 grudnia Ojciec Maksymilian wraz z Ojcem Piusem Bartosikiem udali się do komendanta obozu - protestanckiego pastora, który okazał się człowiekiem życzliwym dla zakonników. 7 grudnia sam dowódca przyniósł braciom wiadomość, że 8 grudnia na pewno opuszczą obóz. Pociąg miał odjechać o 7:30 rano, więc polecił braciom sprzątnąć zajmowaną celę.

Wieczorem, 7 grudnia, Ojciec Maksymilian z Ojcem Piusem poprosili komendanta, aby miejscowy proboszcz z samego rana mógł odwiedzić obóz i udzielić zakonnikom Komunii Świętej. Proboszcz przyszedł już o 5 rano. W kronice z obozowych wspomnień czytamy:

Wieczorem siedzieliśmy długo, gdyż w tak radosnej chwili nie czuło się potrzeby snu, żyjąc już wrażeniami następnego dnia. Wszak jutro mamy przyjąć Pana Jezusa i mamy odzyskać wolność. Nie tylko my przygotowywaliśmy się do uroczystości Niepokalanego Poczęcia. Wraz z nami przygotowywała się cała Polska. Krążyły różne wersje, ludność oczekiwała cudu od Matki Bożej. Choć cudu nie było, to jednak świadczy to, że udręczony naród pokładała nadzieję w opiece Matki Bożej. Gdy wstaliśmy rano, 8 grudnia, biały całun śniegu pokrył ziemię, jakby chcąc wraz z ludem uczcić Niepokalaną. Zapewne pierwsze ślady na nim wycisnął ks. Proboszcz niosący nam Pana Jezusa. I tak w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP ulicami Ostrzeszowa, wybielonymi śniegiem, nietknięty jeszcze nogą ludzką, szedł Pan Jezus do obozu, ażeby posilić czcicieli Swej Matki w Jej największą uroczystość".

W innym fragmencie wspomnień czytamy:

O godz. czwartej mieliśmy ostatnią naukę rekolekcyjną, którą wygłosił Ojciec Maksymilian. Do Komunii w tym dniu przystąpiły 44 osoby".

Bracia, po dziękczynieniu i Komunii Świętej, czekali na wyjazd. Jednak około godz. 10. przyszedł do nich komendant i oznajmił, że wyjazd nastąpi po południu, gdyż zabrakło wagonów. Nastąpiło małe rozczarowanie:

Widocznie Niepokalana chce nas jeszcze doświadczyć, więc niech się dzieje Jej wola. Posiadaliśmy na podłodze i rozmawialiśmy między sobą"

- wspomina br. Salezy. Około południa wywołano Ojca Maksymiliana, który udał się do kancelarii obozowej. Przyszedł z listem od o. Zdzisława Piechowiaka, który pisał o spustoszeniu Niepokalanowa, którego dokonali Niemcy i okoliczna ludność. Po modlitwie "Anioł Pański", bracia dowiedzieli się, że o 13:45 odjadą z obozu. Zebrali się na dziedzińcu, by na deszczu ze śniegiem oczekiwać kolejne dwie godziny na wiadomości.

W końcu przed godziną 16. wyruszyli z obozu pod eskortą żołnierzy. Po załadowaniu braci do wagonów i krótkim postoju pociąg ruszył, a zakonnicy z wdzięczności zaczęli śpiewać pieśni maryjne. W drodze radzono Ojcu Maksymilianowi, aby wysiadł w Łodzi i nie jechał do Niepokalanowa. Wielu z braci obawiało się o życie swego duchowego Ojca, on jednak nie zgodził się na ich prośby. Powiedział, że jako przełożony musi być wraz z braćmi w Niepokalanowie, a nie gdzieś indziej.

Podróż trwała całą noc. 9 grudnia około 7. rano zakonnicy dotarli do Dworca Głównego w Warszawie. Od czasu do czasu słyszeli krzyki i strzały z karabinów. Zakonnicy długo nie wiedzieli co się dzieje. Przez prawie trzy godziny siedzieli w zamkniętych wagonach uwięzieni na dworcu. Wreszcie otwarto drzwi i pozwolono im wysiąść i udać się do domów. Ojciec Maksymilian zalecił, by małymi grupkami zakonnicy udali się do domu franciszkańskiego w Warszawie. Tam, gdy już wszyscy dotarli, ojcowie odprawili dziękczynną Mszę świętą. To była wielka radość. Następnie bracia posilili się ciepłym posiłkiem. Jeszcze tego samego dnia bracia dotarli do Niepokalanowa. Tam czekała na nich niespodzianka. Na furcie klasztornej spotkali niemieckich żołnierzy, którzy kazali im innym wejściem wejść na teren klasztoru. Bracia pytali: "Co działo się w Zagrodzie Niepokalanej podczas ich nieobecności?".

c.d.n.

opr. Teresa M. Michałek

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA